EN

PL

CO WIESZ O ELLY? / DARBAREYE ELLY

scen. i reż.: Asghar Farhadi / zdj.: Hossein Jafarian / wyst.: Golshifteh Farahani / Taraneh Alidoosti / Mani Haghighi / Shahab Hosseini i inni / Iran / 2009 / 119 minut / Srebrny Niedźwiedź za reżyserię na MFF w Berlinie 2009

O współczesnym kinie irańskim wiemy niewiele, choć pilny kinoman mógł w Polsce zobaczyć choćby filmy Abbasa Kiarostamiego czy Majida Majidiego, twórców cenionych i nagradzanych. Asghar Farhadi, autor „Co wiesz o Elly?”, dołączył do tej czołówki, wyjeżdżając z ubiegłorocznego festiwalu w Berlinie z nagrodą za najlepszą reżyserię.

Opowieść zaczyna się dość zwyczajnie: grupa znajomych ze studiów wyjeżdża na parę dni nad Morze Kaspijskie, by odpocząć i rozerwać się. Zabawy są naprawdę niewinne, np. trzeba odgadnąć hasło na podstawie gestów wykonywanych przez jednego z uczestników gry (pojawiają się tu również odniesienia do zachodniej popkultury). Pośród piosenek zwraca uwagę liryczny utwór sławiący irańskie dziewczyny, „wyjątkowe i słodkie”.

Czy takie właśnie jak Elly? Tego się nie dowiemy, ponieważ Elly w niewyjaśnionych okolicznościach znika, a wówczas okaże się, że z całego towarzystwa weekendowego znała ją trochę tylko jedna dziewczyna. Jej znajomy wrócił niedawno z Niemiec po nieudanym małżeństwie i z zamiarem znalezienia w ojczyźnie „słodkiej Iranki”. Może to właśnie Elly miała być tą wybranką? Ale przecież miała narzeczonego, który wkrótce przyjedzie nad morze, zresztą nie po to, by jej szukać, lecz upewnić się, czy zachowywała się nienagannie.

„Co wiesz o Elly?” to film bardzo irański, ale jednocześnie europejski (krytyka dostrzegła inspirację „Przygodą” Antonioniego) i nowocześnie opowiedziany. O samej Elly wprawdzie niewiele się dowiemy, ale o jej towarzyszach, przedstawicielach nowej średniej klasy irańskiej, bardzo dużo.


[Zdzisław Pietrasik / „Polityka” / 15.02.2010]

Z precyzją godną Rohmera czy Resnais reżyser irański pozwala aktorom, a zwłaszcza doskonałym aktorkom, analizować po zniknięciu Elly ich z nią kontakty. Towarzystwo ludzi kulturalnych, obytych, uważających się za najdalszych od wszelkiego fundamentalizmu, uświadamia sobie nagle, jak dalece jest podległe przesądom sprzed wieków.

Fotograficznie film dzieli się na część słoneczną, w tonacji ciepłej, wakacyjnej i część po zniknięciu Elly, pochmurną, z przewagą tonów chłodnych, co daje się odczuć nie tylko w plenerach, ale nawet w atmosferze tych samych przecież wnętrz wczasowego domku.

Minęły czasy, kiedy uznawaliśmy Abbasa Kiarostamiego za jedyny wyjątek na Bliskim Wschodzie. Zespół Irańczyków o brawurowym warsztacie realizatorskim, których nazwiska wypada znać miłośnikom dobrego kina, coraz bardziej się powiększa. Prawdę swego kraju umieją wyrażać w sposób doskonale czytelny dla widza europejskiego (nieporównywalny z filmowcami na przykład Indii) i rozsądnie samokrytyczny. I to wszystko w surowym reżimie ajatollahów! Blisko stąd do zakłopotanej konkluzji: widocznie trzeba ustroju autorytarnego, by w opozycji do niego powstała wielka kinematografia.


[Jerzy Płażewski / „Kino”]