ZAGUBIENI W MIŁOŚCI | PERSÉCUTION
reż.: Patrice Chéreau („Królowa Margot”, „Intymność”) | scen.: Patrice Chéreau, Anne-Louise Trividic | zdj.: Yves Cape | muz.: Eric Neveux | wyst.: Romain Duris | Charlotte Gainsbourg | Jean-Hugues Anglade („Betty Blue”, „Nikita”, „Królowa Margot”) | Gilles Cohen | Michel Duchaussoy i inni | Francja | Niemcy | 2009 | 100 minut
Francuski tytuł filmu - "Prześladowanie” - oddaje znacznie lepiej istotę dzieła Patrice’a Chéreau, dalekiego od romantycznego opisu miłosnego zagubienia. U Chéreau, jednego z najbardziej wrażliwych francuskich reżyserów teatralnych i filmowych, uczucia, emocje, neurozy i niekontrolowane reakcje epidermy wiążą się w filmie na zasadzie węzła gordyjskiego, na antypodach romantyzmu. Prześladowanie kojarzy się z poczuciem zagrożenia, z gwałtem, z opresyjną atmosferą thrillera. Czy miłość, a może nieudolność miłosna i życiowa, może prowadzić do prześladowania? Do prześladowania innych, ale przede wszystkim - samego siebie?
Najnowszy film Patrice’a Chéreau kolekcjonuje pytania bez odpowiedzi i stawia widza w sytuacji bohaterów - niewygodnej, bez wyjścia. Opowieść, pozbawiona praktycznie intrygi i akcji, wydaje się przekrojem przez duszę Daniela (Romain Duris), zawieszonego w przestrzeni mieszkań, które remontuje i zamieszkuje oczekując... nie wiadomo czego. Mieszkania są ciągle w stanie tymczasowym, tak jak jego życie. Nie z powodu pasywności, jak w przypadku jego depresyjnego przyjaciela, Michela, ale wprost przeciwnie. Daniel działa, reaguje, ma mocne opinie i głęboko bierze do serca losy otoczenia. Nie jest delikatny, sprawia przykrość, prowokuje, ale tylko po to, żeby wstrząsnąć i doprowadzić do zbawiennego pobudzenia. Tak mu się przynajmniej wydaje - inni biorą jego napady moralizatorskie i sarkazm za zwykłą arogancję, bezczelność, w najlepszym razie gruboskórność.
Nikt nie dostrzega, że pozostający nastoletnim 35-latek ma ogromną, absolutną potrzebę miłości i czeka na kogoś, kto zaakceptuje wszystkie jego neurozy i powie "kocham cię i potrzebuję". W jego życiu jest co prawda Sonia, wyjątkowo wrażliwa, spokojna i wyrozumiała, ale zajęta pracą i często nieobecna. Sonia, zagrana przez subtelną Charlotte Gainsbourg, jest przyjaciółką Daniela od 3 lat, kocha go i cierpliwie znosi napięcie, presję i niemożliwe do zaspokojenia, paradoksalne oczekiwania. Daniel popycha ją jednak coraz bardziej ku granicy odporności miłosnej i psychicznej: "Jest tak doskonała, spokojna, zrównoważona i na pewno szczęśliwa beze mnie, że nie jestem jej potrzebny". Beznadziejnie samotny w podświadomym poszukiwaniu miłości absolutnej, Daniel odwiedza pensjonariuszy domów seniora - robi zakupy, sprząta, prowadzi niezobowiązujące rozmowy, zwierza się nawet. Tam jest lubiany i potrzebny, przeistacza się wówczas w „grzecznego chłopca”, jakże odmiennego od codziennego wizerunku.
Daniela spotyka w końcu Miłość przez duże A (jak "amour" po francusku i "anioł" po polsku) - w osobie wariata, który okazać się może Aniołem właśnie. Anioł jest mężczyzną dużo starszym od Daniela, zagranym przez zaskakującego Jean-Hugues Anglade. Spotkali się kiedyś na ulicy i na Anioła spadła miłość od pierwszego wejrzenia. Od tego momentu robi wszystko, aby być blisko i jeszcze bliżej ukochanego. Włamuje się do jego kryjówki, wypija jego whisky, korzysta z wanny i legowiska, grozi mu nawet „zabójstwem z miłości”. Daniel odpowiada wściekłością, okrucieństwem nawet, ale Anioł wyrzucony drzwiami wraca oknem i tłumaczy: „Nic nie rozumiesz i kocham cię dlatego, że nic nie rozumiesz. Płaczę ze wzruszenia, kiedy widzę, jak bardzo jesteś zagubiony”. Daniel buntuje się coraz mniej, być może zaczyna się odnajdywać... w sercu i oczach Wariata.
Przezroczystość scenariusza wypełniają aktorzy, którzy są największym atutem "Zagubionych w miłości”. Romain Duris, znany z komedii Klapischa i pięknego dramatu Audiarda "W rytmie serca", przeistacza się u Chéreau w bohatera rozgorączkowanego, mrocznego, oscylującego nieustannie na granicy histerii. Jego energia - destrukcyjna i autodestrukcyjna - odbija od łagodności, spokoju i wyciszenia Charlottte Gainsbourg, kreującej postać w kompletnej opozycji do demonicznej kobiety z "Antychrysta" Larsa von Triera. Oboje odbijają się także od zdeterminowanego szaleństwa Jean-Hugues Anglade, który z wielkim przekonaniem gra postać najbardziej nieprawdopodobną i najbardziej determinującą.
Patrice Chéreau, reżyser uznawany we Francji za oryginała, raz jeszcze zaskoczył i zadziwił. Krytyka francuska podzieliła się na dwa obozy: jedni twierdzą, że "Zagubieni w miłości” to "najlepszy Chéreau", drudzy, że to "największa pomyłka Chéreau". Nawet bez kompetencji francuskiego krytyka zauważyć można w tym filmie oddalenie reżysera od tego, co stanowiło dotychczas jego "bazę identyfikacyjną”: umiejętności filmowania ciał, dotknięcia kamerą tajemnicy fizyczności (najdoskonalsze w nagrodzonej w Berlinie "Intymności") oraz przemyślanej, wypracowanej, koronkowej struktury scenariusza, zmierzającego do jak najbogatszej prezentacji opowiadanego świata ("Królowa Margot", "Gabrielle"). Pozostaje mistrzostwo kamery towarzyszącej bohaterom, jej bliskość i umiejętność namalowania i "nakręcenia” szczególnej, oddającej stan ducha bohaterów atmosfery. Patrice Chéreau nie potrafi zrobić filmu neutralnego i bezbarwnego: każde kolejne dzieło jest wyzwaniem, jakie stawia sobie, partnerom i sztuce. Jako jeden z nielicznych na świecie praktykuje bezkompromisowość i antykomercyjność - co u niego nie oznacza ignorowania widza, wprost przeciwnie. Nawet jeśli spotkanie z jego filmem nie dotknie struny indywidualnej, emocjonalnej wrażliwości, zawsze pozostanie obcowaniem z Mistrzem i jego Sztuką.
[Grażyna Arata | "Kino" | 2010 | nr 7 - 8]
Najnowszy film Patrice’a Chéreau kolekcjonuje pytania bez odpowiedzi i stawia widza w sytuacji bohaterów - niewygodnej, bez wyjścia. Opowieść, pozbawiona praktycznie intrygi i akcji, wydaje się przekrojem przez duszę Daniela (Romain Duris), zawieszonego w przestrzeni mieszkań, które remontuje i zamieszkuje oczekując... nie wiadomo czego. Mieszkania są ciągle w stanie tymczasowym, tak jak jego życie. Nie z powodu pasywności, jak w przypadku jego depresyjnego przyjaciela, Michela, ale wprost przeciwnie. Daniel działa, reaguje, ma mocne opinie i głęboko bierze do serca losy otoczenia. Nie jest delikatny, sprawia przykrość, prowokuje, ale tylko po to, żeby wstrząsnąć i doprowadzić do zbawiennego pobudzenia. Tak mu się przynajmniej wydaje - inni biorą jego napady moralizatorskie i sarkazm za zwykłą arogancję, bezczelność, w najlepszym razie gruboskórność.
Nikt nie dostrzega, że pozostający nastoletnim 35-latek ma ogromną, absolutną potrzebę miłości i czeka na kogoś, kto zaakceptuje wszystkie jego neurozy i powie "kocham cię i potrzebuję". W jego życiu jest co prawda Sonia, wyjątkowo wrażliwa, spokojna i wyrozumiała, ale zajęta pracą i często nieobecna. Sonia, zagrana przez subtelną Charlotte Gainsbourg, jest przyjaciółką Daniela od 3 lat, kocha go i cierpliwie znosi napięcie, presję i niemożliwe do zaspokojenia, paradoksalne oczekiwania. Daniel popycha ją jednak coraz bardziej ku granicy odporności miłosnej i psychicznej: "Jest tak doskonała, spokojna, zrównoważona i na pewno szczęśliwa beze mnie, że nie jestem jej potrzebny". Beznadziejnie samotny w podświadomym poszukiwaniu miłości absolutnej, Daniel odwiedza pensjonariuszy domów seniora - robi zakupy, sprząta, prowadzi niezobowiązujące rozmowy, zwierza się nawet. Tam jest lubiany i potrzebny, przeistacza się wówczas w „grzecznego chłopca”, jakże odmiennego od codziennego wizerunku.
Daniela spotyka w końcu Miłość przez duże A (jak "amour" po francusku i "anioł" po polsku) - w osobie wariata, który okazać się może Aniołem właśnie. Anioł jest mężczyzną dużo starszym od Daniela, zagranym przez zaskakującego Jean-Hugues Anglade. Spotkali się kiedyś na ulicy i na Anioła spadła miłość od pierwszego wejrzenia. Od tego momentu robi wszystko, aby być blisko i jeszcze bliżej ukochanego. Włamuje się do jego kryjówki, wypija jego whisky, korzysta z wanny i legowiska, grozi mu nawet „zabójstwem z miłości”. Daniel odpowiada wściekłością, okrucieństwem nawet, ale Anioł wyrzucony drzwiami wraca oknem i tłumaczy: „Nic nie rozumiesz i kocham cię dlatego, że nic nie rozumiesz. Płaczę ze wzruszenia, kiedy widzę, jak bardzo jesteś zagubiony”. Daniel buntuje się coraz mniej, być może zaczyna się odnajdywać... w sercu i oczach Wariata.
Przezroczystość scenariusza wypełniają aktorzy, którzy są największym atutem "Zagubionych w miłości”. Romain Duris, znany z komedii Klapischa i pięknego dramatu Audiarda "W rytmie serca", przeistacza się u Chéreau w bohatera rozgorączkowanego, mrocznego, oscylującego nieustannie na granicy histerii. Jego energia - destrukcyjna i autodestrukcyjna - odbija od łagodności, spokoju i wyciszenia Charlottte Gainsbourg, kreującej postać w kompletnej opozycji do demonicznej kobiety z "Antychrysta" Larsa von Triera. Oboje odbijają się także od zdeterminowanego szaleństwa Jean-Hugues Anglade, który z wielkim przekonaniem gra postać najbardziej nieprawdopodobną i najbardziej determinującą.
Patrice Chéreau, reżyser uznawany we Francji za oryginała, raz jeszcze zaskoczył i zadziwił. Krytyka francuska podzieliła się na dwa obozy: jedni twierdzą, że "Zagubieni w miłości” to "najlepszy Chéreau", drudzy, że to "największa pomyłka Chéreau". Nawet bez kompetencji francuskiego krytyka zauważyć można w tym filmie oddalenie reżysera od tego, co stanowiło dotychczas jego "bazę identyfikacyjną”: umiejętności filmowania ciał, dotknięcia kamerą tajemnicy fizyczności (najdoskonalsze w nagrodzonej w Berlinie "Intymności") oraz przemyślanej, wypracowanej, koronkowej struktury scenariusza, zmierzającego do jak najbogatszej prezentacji opowiadanego świata ("Królowa Margot", "Gabrielle"). Pozostaje mistrzostwo kamery towarzyszącej bohaterom, jej bliskość i umiejętność namalowania i "nakręcenia” szczególnej, oddającej stan ducha bohaterów atmosfery. Patrice Chéreau nie potrafi zrobić filmu neutralnego i bezbarwnego: każde kolejne dzieło jest wyzwaniem, jakie stawia sobie, partnerom i sztuce. Jako jeden z nielicznych na świecie praktykuje bezkompromisowość i antykomercyjność - co u niego nie oznacza ignorowania widza, wprost przeciwnie. Nawet jeśli spotkanie z jego filmem nie dotknie struny indywidualnej, emocjonalnej wrażliwości, zawsze pozostanie obcowaniem z Mistrzem i jego Sztuką.
[Grażyna Arata | "Kino" | 2010 | nr 7 - 8]



